Wspomnienie bł. Męczennic
sobota, 05 września 2009

Wczoraj Kościół obchodził wspomnienie bł. S. Stelli i Towarzyszek, Męczennic z Nowogródka. W tym roku tej nazaretańskiej uroczystości towarzyszyło inne ważne wydarzenie. W Parafii p.w. św. Jadwigi Królowej w Ostrzeszowie odbyło się poświęcenie kaplicy filialnej ku czci bł. Gwidony, nazaretanki, współmęczennicy z Nowogródka w Szklarce Myślniewskiej.

Uroczystości przewodniczył Jego Ekscelencja ks. bp Stanisław Napierała, Ordynariusz Diecezji Kaliskiej. Wybór bł. Gwidony na patronkę kaplicy nie jest przypadkowy; s. Gwidona jest córą tamtejszej ziemi, urodziła się w Granowcu, powiat Odolanów. Uroczysta Msza św. zgromadziła licznie mieszkańców Szklarki, członków rodziny bł. s. Gwidony, przybyły siostry nazaretanki z pobliskiego Ostrzeszowa i Kalisza na czele z przedstawicielkami Zarządu Prowincjalnego z Warszawy.

S.M. GWIDONA - Helena Cierpka, córka Stanisława i Barbary z domu Bałamun, uradziła się 11 kwietnia 1900 r. w Granowcu (powiat Odolanów), pod zaborem pruskim, w rodzinie rolniczej. Pomimo że nie ma informacji odnośnie do edukacji Heleny, ze względu na fakt obowiązku szkolnego na ziemiach zaboru pruskiego możemy przypuszczać, że do szkoły, choć zgermanizowanej, uczęszczała.

Dnia 17 maja 1917 r. przyjęła sakrament bierzmowania w kościele parafialnym w Odolanowie (zapewne w tym samym kościele, siedemnaście lat wcześniej, otrzymała chrzest)'.
Do Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu została przyjęta jako siostra drugiego chóru 17 lutego 1927 r. we Lwowie. Dostarczone Zgromadzeniu świadectwo moralności ukazuje młodą Helenę jako gorliwą katoliczkę o nienagannej moralności: „Poświadczam niniejszym, iż. Helena Cierpka z Granowca prowadziła się zawsze uczciwie i moralnie. Do sakramentów świętych często chodziła. Na nową drogę życia niech jej Bóg pobłogosławi”.

Nowicjat Helena rozpoczęła 6 stycznia 1928 r. w Grodnie, gdzie 7 stycznia 1930 r. złożyła pierwsze śluby. Pozostaje tu prawdopodobnie do lipca 1933 r., a następnie wyjeżdża do Ostrzeszowa, gdzie otwarto nową fundację. Pracuje w ogrodzie i gospodarstwie.

Już w nowicjacie daje się poznać jako osoba rozmodlona, wierna regule, niezwykle pracowita. Zalety te w okresie jej formacji podstawowej się potęgują; siostry z zadowoleniem stwierdzają, że siostra Gwidona jest „gorliwa, postępuje w życiu wewnętrznym, stara się być złączona z Panem Jezusem, oddana Zgromadzeniu, przepisy zachowuje co do ducha i litery, kocha Regułę, podejmuje pracę po Bożemu i :tak ją wykonuje, poważna. ofiarna bez granic, w pracy dokładna, solidna, pierwsza do najcięższych robót. (a nawet) nieroztropna w miłości siostrzanej - chce wszystkich wyręczać”.

W lipcu 1935 r. siostra Gwidona wyjeżdża do Grodna, aby przygotować się do ślubów wieczystych, które składa 7 stycznia 1936 r., przyjmując tajemnicę od Miłosierdzia Bożego. Jej pełna miłości ofiarność zaczyna się więc krystalizować i ukierunkowywać ku świadomie przeżywanej obecności Miłości Miłosiernej. Dzieje się to mniej więcej w czasie, gdy siostra Faustyna Kowalska otrzymuje wyraźne polecenie utworzenia Zgromadzenia czczącego ten najwyższy i najpiękniejszy przymiot Boży.

Po profesji wieczystej siostra Gwidona wyjeżdża do Nowogródka, gdzie również pracuje w ogrodzie i w gospodarstwie. Wielki trud związany z pracą na roli nie przeszkadza jej w życiu kontemplacyjnym.

W pamięci sióstr i mieszkańców Nowogródka pozostał obraz siostry Gwidony rozmodlonej, pracowitej i bardzo pogodnej. Siostra Veritas Piątkowska wspomina: „pełna wesela i radości, każdego z uśmiechem witała. Bardzo pracowita, w pracy utrzymywała ład i porządek. Miała gospodarkę i ogród w swych rękach. Niestrudzenie pracowała od świtu do nocy. Na wszystkie ćwiczenia zakonne zawsze punktualnie przychodziła. Śpieszyła również do kaplicy, umiała się modlić, bo Bóg błogosławił jej pracy i dawał ładne plony. Sprzedawała i wspomagała biedny domek nowogródzki”. We wspomnieniu siostry Celiny Bednarskiej. przełożonej domu nowogródzkiego, siostra Gwidona jawi się jako osoba „bardzo pracowita i energiczna. Kochała swą pracę i serce swe w nią wkładała - wspomina przełożona domu nowogródzkiego - Jakże była zależna, zawsze prosiła mnie, bym przyszła do ogrodu i wtenczas zdawała sprawę z tego, co zrobiła. Cieszyłyśmy się razem z błogosławieństwa Bożego, które jej naprawdę w pracy towarzyszyło. Nie oszczędzała się i była cierpliwa. Umiała ustąpić i zamilknąć, gdy czasem zaszły sprzeczki czy nieporozumienia. Była cnotliwą zakonnicą”.

„Nieroztropna miłość” siostrzana s. M. Gwidony, pragnąca, „wszystkich wyręczyć”. dojrzewa coraz większym szaleństwem aż po miłość silniejszą niż śmierć. Wszak rośnie ona w niezwykłej rodzinie nazaretańskiej, będącej w swym duchowym wymiarze niemal lustrzanym odbiciem tamtej - sprzed dwu tysięcy lat. Nie można się więc dziwić, że ta gorliwość siostry Gwidony napotykała czasem pełen miłości siostrzany ,,bunt” - ubrany w sympatyczny kostium humoru. Przekazywana z pokolenia na pokolenie w Zgromadzeniu dykteryjka o odnawianiu szkoły w Nowogródku mówi o tym, jak siostra Gwidona, pragnąc wyręczyć inne siostry w ciężkiej pracy, postanowiła wstać jak najwcześniej, gdy tylko zacznie dnieć, by rozpocząć malowanie budynku kilka godzin wcześniej, przed nadejściem współsióstr. Zwierzyła się mimochodem jednej z sióstr ze swoich planów. Rano, jak najciszej, wyszła z domu. I... przybyła jako ostatnia: wszystkie siostry, na czele z przełożoną, siostrą Stellą, były już na stanowisku.

Siostra Deodata Markiewicz powie o siostrze Gwidonie: „Pracowała z wielkim poświęceniem i wytrwałością, a tak solidnie, że to się udzielało pomocnikom świeckim. Brała zwykle najcięższą pracę na siebie. A gdy siostry ją upominały, żeby tak nie szarpała pracą swoich sił, odpowiadała z uśmiechem: «Tak trzeba, trzeba dać Panu Bogu wszystko, na co nas stać». Nie chciała korzystać z żadnych ulg. Mówiła: trzeba nam być rycerzami Chrystusowymi, trzeba Mu się oddać całkowicie ze wszystkim Jemu i Zgromadzeniu». I oddawała się całkowicie od rana do wieczora w niekończącej się pracy. Pogodna. zapalona do wzniosłych rzeczy, zjednoczona z Bogiem, radosnym uśmiechem i przemiłą dobrocią pociągała wszystkich.”

Pięknem heroicznego życia zachwycała nie tylko siostry i najbliższe otoczenie. Nowogródczanie wspominają siostrę Gwidonę ze czcią i rozrzewnieniem. Oto kilka przykładów: „Mogę ją określić - wspomina Cz. Piotrowska - «tytan pracy i modlitwy». Zajmowała się gospodarstwem rolnym, pralnią. Pamiętam ją jako osobę pogodną. Miała bardzo chore nogi, nigdy jednak nic narzekała ani nie zwalniała się ze swoich obowiązków. Była zawsze serdeczna i przyjazna. Był to nadzwyczajny człowiek. Całe jej życie przepełnione było głęboką wiarą w Pana Boga, a swoje obowiązki traktowała jako wyraz wiary i miłości Pana Boga i bliźniego" benedyktyńska zasada: „módl się i pracuj”. tak wyjątkowo czytelnie odzwierciedlona w życiu siostry Gwidony, zdobyła jej ogromny szacunek otoczenia: .Bardzo pracowita, było jej wszędzie pełno wspomina D. Mazuro-Bieleń brała na siebie wszystkie prace. Zadziwiała swoją pracowitością. Bardzo solidna. A przy tym pogodna, radosna, z humorem". „Znała się na gospodarstwie, prowadziła ogród, sad, robiła to z dużym doświadczeniem - dodaje L. Dobrzyński - była dobrym organizatorem, bardzo cierpliwa, pogodna. Mimo pracy w gospodarstwie zawsze znalazła czas na modlitwę".

Siostra Gwidona pozostała w ich pamięci jako osoba, która „potrafiła wszystko. Pełna humoru i energii, nie bojąca się trudności”. Widujący ją uczniowie nazaretańskiej szkoły będą wspominać jej serdeczność i cierpliwość, uczynność i pobożność, wielką wiarę i ufność. Mieszkający w sąsiedztwie przyjaciele sióstr określą s. M. Gwidonę jako osobę „o mocnych zasadach”. Wspominać będą jej zdecydowaną postawę i energię, a także umiejętność mówienia każdemu prawdy o nim, gdyż czyniła to, „nie poniżając ani nie obrażając nikogo''.

Wielką siłę duchową czerpała siostra Gwidona z umiłowanego Miłosierdzia, a także z dającego moc źródła wiary. Doskonale ujawnia ten rys jej osobowości wzruszające wspomnienie A. Zwierko: „Pamiętam, że ojciec mój ją uwielbiał. Sam był niezwykle pracowity i niełatwo mu było imponować organizacją i pracą. Darzył siostrę Gwidonę od Miłosierdzia Bożego niezwykłym szacunkiem (...). Był już rok 1943. Z pól nie zeszły jeszcze śniegi, choć w słońcu iskrzyła się juz wiosna. (...). Wieczorem dostałem polecenie od ojca, aby pojechać szerokimi saniami do sióstr, do pracy na ich gospodarstwie, które wbrew wszystkiemu siostra Gwidona prowadziła. (...). Siostra Gwidona, jak zwykle szybka i energiczna, wywijając widłami, otwiera mi bramę, z uśmiechem odpowiada na moje: Pochwalony! ...i szybko wyjaśnia zadania. Na podwórzu sterta dymiącego nawozu. Co tam sterta - góra. Musimy wywieźć nawóz na łąki leżące na stoku ciągnącym się ku ul. Farnej. Siostra wkłada rękę pod chomąto klaczy - sprawdza...
- Zgrzałeś ją trochę, czy nie używałeś bata?! - Nie - odpowiadam.
- Ech ty, nie bądź taka ambitna... - siostra głaszcze rozdęte, miękkie chrapy Basi i jeszcze długo z nią rozmawia. Jeszcze tylko musiałem się wyżalić siostrze, że cieliczka przepiękna, ślicznie wyrośnięta. przekazana Przez siostrę do Brecianki - wyśledzona przez sołtysa Białorusina została niestety odwieziona na rzeź do Nowojelni. Siostra odwraca głowę. aby nie okazać słabości wobec tej bolesnej straty. Wyginęły jej prosięta. I praca!... Podpierając chwilami ciężko ładowane sanie, wywozimy obornik na stoki łąki. Wkładany na śnieg obornik zaściela coraz szersze połacie. Rzut oka w stronę wzgórza farnego... Przed domostwem pp. Fiedorowiczów wysoka rozrośnięta grusza. Pod nią widok przerażający. Spod topniejącego śniegu wyłania się ciało zastrzelonego Żyda, młodego, 20-letniego chłopaka. Nikt go stamtąd jeszcze nie uprzątnął. Spoglądając na wizytówkę hitlerowskiego bestialstwa nie mogę oprzeć się refleksjom:
- Siostro, świat gore! Minął już Stalingrad i tamta druga strona jest coraz pewniejsza swego, kończą się wszelkie gesty dla naszego narodu... I po cóż taki wysiłek? (Pracujemy od świtu z małą przerwą na posiłek i zostaje jeszcze huk roboty na następny dzień) - Wskazuję na kształty zamordowanego człowieka, leżącego wśród topniejącego śniegu.
Twarz siostry Gwidony staje się surowa - pomimo łączącej nas przyjaźni. Więcej, patrzy na mnie karcąco...
- Posłuchaj!... Ja wszystko rozumiem, wiem o czym ty mówisz! A jednak, tak trzeba... Nie wiem, kto będzie zbierał trawę z tej łąki. Wiem jednak, że ta ziemia tego potrzebuje. Tę pracę dla tej ziemi wykonać trzeba. Nikt tego za nas nie zrobi. Ręce nam grabieją od zimna - to prawda. Jesteśmy zmęczeni - to prawda, ale to jest nasz obowiązek... Alku, tak trzeba!
Przeraziłem się trochę jak pamiętam - swojego wzruszenia i co tu mówić - zawstydzenia na dźwięk tych słów prostych. Bałem się podejść do spracowanych jej rąk, aby je ucałować. Rozumiałem, że za słowami tej wspaniałej niewiasty w sukni zakonnej kryje się bogactwo uczuć sięgające korzeni naszego losu”.

Świadomość odpowiedzialności za własne życie, głębokie poczucie sensu każdego działania na chwałę Bożą, nawet wbrew logice tego świata - w mrokach okupacji - było jej dewizą, a jednocześnie lekcją zawierzenia dla innych.
Można by rzec, że przyszła, aby „dać świadectwo prawdzie” - jedynej absolutnej. Zapewne ostatni jej akord zabrzmiał mocą z wysoka w dniu 31 lipca 1943 r., kiedy dzień się już nachylił, tak jak jej ofiarne życie - ku spełnieniu. Siostra Gwidona, jako znająca dobrze język niemiecki (podobnie jak siostra Heliodora), prowadziła wówczas ostatnią rozmowę w komisariacie okręgowym z oficerami SS. Zapewne jej serce wołało głośniej niż usta: „moje królestwo nie jest stąd” (por. J 18,36).

Drogę błogosławionej s. M. Gwidony doskonale podsumowuje wypowiedź jednej z sióstr nazaretanek: „Całe pracowite, tak bardzo ofiarne życie siostry Gwidony to jedna modlitwa”.

Błogosławione Męczenniczki z Nowogródka, Profile biograficzne, Rzym 2000