| Strona główna |
| Życie szkoły |
| Kontakt |
| Rekrutacja 2012 |
| Gimnazjum |
| Liceum |
| Matura międzynarodowa |
| Wolontariat |
| Comenius |
| Fundacja |
| Pliki do pobrania |
| Biblioteka |
| O nas w mediach |
| SOS Marta |
| "Kijów, Kijów, ale miasto" |
|
W dniach 6-15 VI 2009 część klasy pre-IB w składzie Marta Wiejak, Marysia Truszkowska, Sonia Ścibor, Marika Lewandowska, Zosia Lutkiewicz oraz Agata Jędrzejewska z opiekunami: panią Iwoną Kutrzyk-Jurków, panią Elżbietą Laskowską, kierowniczką wycieczki i wychowawczynią pre-IB, udała się na wycieczkę do Kijowa. Po małym zamieszaniu na Dworcu Centralnym udało nam się wsiąść do właściwego pociągu. Ruszyliśmy do Katowic, by stamtąd udać się samolotem do Kijowa. Nie obyło się bez przygód – pociąg z niewiadomych przyczyn zaczął dymić i zatrzymał się w szczerym polu. Na szczęście okazało się, że to nic groźnego i na lotnisko dotarliśmy odpowiednio wcześnie. Naszym gospodarzem w Kijowie był ojciec Andrzej, dominikanin. Odebrał nas z lotniska, oddalonego nieco od samej stolicy, po drodze mieliśmy więc okazję podziwiać miasto nocą. Ojciec nie mógł zajmować się nami przez cały czas, skontaktował nas więc z przemiłą przewodniczką, panią Władą. Rozmawiała z nami po angielsku, a języka tego nauczyła się właściwie sama, oglądając filmy i czytając książki! Pomimo żaru lejącego się z nieba co ranek stawialiśmy się zwarci i gotowi do zwiedzania. Każdy dzień zaczynał się od przejażdżki metrem osadzonym głęboko pod ziemią, co wiązało się z koniecznością przebycia bardzo długich i szybkich ruchomych schodów. Każda ze stacji metra może pełnić funkcję bunkra chroniącego przed wszystkim, łącznie z atakiem nuklearnym. Mówi się, że tylko połowa linii metra udostępniona jest podróżnym, druga zaś należy do tajnych służb, że pod ziemią są fabryki, składy żywności... Odkąd się o tym dowiedziałam za każdym razem gdy przechodziłam po metalowej płycie stanowiącej dolny element pancernych drzwi wydawało mi się, że zaczynają się one opuszczać. Przez tydzień spędzony w Kijowie zdążyliśmy bardzo wiele zobaczyć: Ławrę Pieczerską, Sobór św. Sofii, Majdan Niezależności, Uniwersytet, muzeum Michaiła Bułhakowa, które było głównym powodem odbycia wycieczki, wiele pięknych ulic i budynków. Wieczorami jeździliśmy na Majdan Niezależności, by obserwować życie codzienne Ukraińców. Odbyliśmy też jedną wyprawę poza Kijów z szalonym ukraińskim kierowcą do Wierchowni, gdzie mieszkał Honoriusz Balzac ze swoją ukochaną Eweliną Hańską w pięknym, czerwonym dworku, w którym teraz mieści się szkoła rolnicza, a trzy pokoje przeznaczone są na muzeum Balzaca. Spotkaliśmy tam przemiłego dyrektora tejże szkoły, który podarował nam foldery dotyczące pobytu Honoriusza Balzaka w Wierchowni i gdyby nie to, że musieliśmy odjeżdżać, ściągnąłby z domu dyrektorkę muzeum, by nas oprowadziła. Zobaczyliśmy także Berdyczów – koniec świata według popularnego powiedzenia "pisz do mnie na Berdyczów". Byliśmy też w Fastowie, gdzie ojcowie dominikanie prowadzą dom, w którym dzieci z rodzin patologicznych odrabiają lekcje, bawią się, uczą domowych obowiązków, a nierzadko również mieszkają. Okres naszego pobytu obejmował dwie niedziele, dwukrotnie byliśmy więc w kościele – raz na mszy po rosyjsku, a raz po francusku. Klamrą spinająca nasz pobyt w Kijowie był Dniepr – zarówno pierwszego, jak i ostatniego dnia odbyliśmy turystyczny rejs. Wróciliśmy do Warszawy w poniedziałek o piątej nad ranem, zmęczeni, niewyspani, ale szczęśliwi i z mnóstwem wspaniałych wspomnień. |






